Szlak Karasev

Sprawozdanie z połowów w wiejskim stawie. Karpiowiec okazał się trudniejszy niż leszcz.

Letnie wędkowanie jest wypełnione słodką, cichą radością i oczekiwaniem prostego cudu, gdy o świcie szare rosy porośnięte krętą ścieżką nagle kończą się na brzegach małej rzeki, w ciepłej wodzie, z której padlinożerca rozpryskuje miękki ogon i mieni się delikatnymi srebrnymi iskierkami. Nie, nie, a niecierpliwy ogon zaatakuje turzycę i rzeka natychmiast się obudzi. Szybki tor rozciąga się na środek rzeki, bryzga w różnych kierunkach narybku i uderza w ogon już podczas ataku hazardowego, który prawdopodobnie zakończy się schwytaniem ofiary. A zielony, trawiasty mały szczupak już wpada w zarośla lilii wodnej, rozkładając płoszę w ustach z głową do przodu. I znowu cicho nad rzeką. Tylko topielnik topi się, pozostawiając spokojne kręgi w wodzie rzeki, już dotknięte czerwonym światłem świtu.

Ten staw w małej wiosce wypełniony karłem krzyżowym, mój wujek Wasilij. Po przeprowadzce z miasta do swojej wiejskiej rezydencji, najwyraźniej teraz na pobyt stały, zaczął poważnie osiedlać się i nie zapomniał o dzielnicy. W jednym ze stawów, w którym również wypuszczał karasie, miejscowi mieszkańcy wkrótce zaczęli organizować zawody w wędkarstwie. Wcześniej hodowano tam te bezpretensjonalne dla obszarów wiejskich ryby, które przetrwały w gęsi Eldorado. Jeśli spojrzysz na gęsią trzodę, która pokrywała wodę białą zasłoną i wzbudziła okropny jęk bazaru, zrozumiesz, że krucjanie są prawdziwymi ekstremami i mistrzami przetrwania, jeśli nie weźmiesz pod uwagę bakterii żyjących we wrzącej wodzie w pobliżu podwodnych wulkanów. Co więcej, gęsi nie krzyczą ani światła, ani świtu aż do późnego wieczora, jakby były cięte, więc przepraszam też „kupują” całą swoją dużą społeczność bezpośrednio do wody ...

Ale dzisiaj dotarliśmy do innego stawu. Jest cicho i czysto. Gęsi pasą się gdzie indziej. Zostawili samochód w wiosce, zeszli do stawu i zaczęli osiadać na brzegu.

Synowie mają pięciometrowe wędki. Mam sześciometrowy, wciąż z włókna szklanego, ciężki. Później przyślą mi z Petersburga lekką piękność z włókna węglowego, również o długości sześciu metrów, ale trzymasz ją za tyłek jedną szczotką i nie odczuwasz żadnego „obciążenia”.

Naszkicowali przynętę, którą zrobiłem z owsianki zgodnie z przepisem Salapin, i gotową mieszankę karaibów, jak się wydaje, „Delphi”. Nie stałem się mądrzejszy z przynętami. W końcu Karas nie jest leszczem ...

Ale karaś okazał się trudniejszy niż leszcz. Na wędki synów wzięli tylko rotan. Właśnie dziobałem ukrzyżowanego karpia i natknąłem się na dobre okazy na mały staw - poniżej trzystu gramów.

Synowie zezowali, zezowali, w końcu nie mogli tego znieść:

- Będziesz wyczarowywać, tato ”

Moje kołowrotki bezwładnościowe były lekkie, już z żyłką wędkarską. Taki zapas jest zawsze potrzebny. Załóż wędki, dodaj ładunek do żyłki i - idź! Teraz synowie lepiej mnie rzucają. A wynik odległych rzutów stał się natychmiast widoczny. Od czasu do czasu synowie wyciągali z wody najbardziej różnorodnego karpia. Nawet teraz, od czasu do czasu, musiałem z lekką zazdrością zerknąć na moich szczęśliwych rybaków ...

Ten wiejski staw nie jest oczywiście zbiornikiem wędkarstwa sportowego. A ryby tutaj nie są szczególnie duże, tylko według standardu małych wiosek stawowych utworzonych przez te same małe strumienie i strumienie. Pół kilo Karasik to już gigant. Jednak według lokalnych mieszkańców, którzy zawsze chwalą swoje miejsca, na tym stawie znajdują się okazy i kilogram wagi. Nawet rotany są tutaj funtem, jak ciepło deklarują patrioci ich wioski. Prawie przysięgam, opowiadając cudowne historie o takich ujęciach cieląt o wadze pięciuset gramów.

Historie te irytowały mnie tak bardzo, że przybyłem do tego stawu w pełni wyposażony, to znaczy wziąłem ze sobą podajnik, wyposażony jako zbieracz z lekkim sprzętem. Rezultatem połowów był karpiowiec o wadze 800 gramów i kilkanaście mniej karpiowatych.